Dzień pod zdechłym psem

zdarzył mi się wczoraj.... Nieziemsko paskudny i z serii tych, których bardzo nie lubię. Najpierw niebo zasnute ołowianymi chmurzyskami, zimno, że strach nogę wystawić spod kołdry, ale nie da się - Prawietrzylatek jest głooodny, a Prawieczterdziestolatek właśnie wychodzi - więc trzeba się zmusić do wstania. Kiedyś poranki były niespieszne i uwielbiałam ich leniwość, teraz Prawietrzylatek wszędzie pędzi i ani chwili na refleksję nie ma. Potem zbździł się mój archaiczny laptop, co rozwaliło mnie do reszty. Jak to?! Mój jedyny kontakt ze światem, który kocham zawisł gdzieś tam, nie wiadomo właściwie gdzie i to z winy jednego małego kabelka, który akurat rano musiał się zepsuć. Jak już udało mi się okleić go dziwaczną, żółtą taśmą i zaczął działać, to nie mogłam go ruszać, bo zaraz gasł, więc w pozycji przykurcza - zaczęłam zaglądać tu i tam ale okazało się to kompletną porażką dla moich pleców i dałam sobie spokój. Przykro mi było jedynie, że jakoś tak byle jako zaczął się ten dzień, aż strach pomyśleć o jego końcu. I nagleee..... titit, titit... domofon. Sobie pomyślałam - no jeszcze mi tu na to wszystko jakiegoś domokrążcy brakuje! A to był niczemu nie winny listonosz, który na dodatek przybył w samą porę.

Oto co mi przyniósł:
Najpierw, żeby nie było wątpliwości, te cuda są na pewno dla mnie...

A w środku nadmorskie klimaty w papierze zaklęte...

A w turkusowym papierku, kryła się mini komódka...

wypełniona równie morskimi przydasiami...

Nooo, co tu dużo mówić - zbeczałam się jak dziecko po otwarciu tej przesyłki.
Dziękuję mocno Jolutko!!!!
I jak tu nie wierzyć w cuda?

Jakiś czas temu, ucieszone karteczkową wymianą - postanowiłyśmy z Jolutką, ponownie się czymś wymienić ale tym razem miała to być niespodzianka. Ta niespodzianka ucieszyła mnie mocnooooo.
Moja niespodzianka dla Jolutki, była różowo-romantyczna...


No a dzisiaj... dzisiaj to już zwyczajnie - wszystko kwitło...



6 komentarzy:

  1. A ja wpadłam na chwilkę, by podziękować jeszcze raz za piękne różowe skarby, bardzooooo dziękuję!

    OdpowiedzUsuń
  2. Przecudna wymiana!!!

    nigdy więcej paskudnych dni!!
    O!

    OdpowiedzUsuń
  3. I takie chwile powodują, że zaczynam ponownie wierzyć w ludzi. Dla takich chwil warto żyć ;)

    Pozdrawiam
    Ivonn

    OdpowiedzUsuń
  4. Dziękuję Wam Kochane za tyle miłych słów:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Najważniejsze, że wszystko wróciło do normy!!!! Przepiękna wymiana. Ach............

    OdpowiedzUsuń
  6. najfajniejszy jest moment, gdy "z nienacka", z zaskoczenia dostaje się coś optymistycznego...

    oby takich gorszych dni było jak najmniej...:)
    świetna wymiana!

    OdpowiedzUsuń

Miło mi jest, gdy zostawisz dobre słowo...

Copyright © 2016 My Sunny Place... , Blogger